Tajlandia
Kraj, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Tajlandia kupiła mnie natychmiast – polubiłem ten konkretny chaos Bangkoku, zapach street foodu na każdym rogu i błękit wody na dalekim południu. Musimy być jednak ze sobą szczerymi – dla osób organizujących wyjazdy na własną rękę sytuacja zmienia się dynamicznie i to niekoniecznie na lepsze. Social media zalały zdjęcia tanich i rajskich wakacji, przez co najpopularniejsze punkty pękają w szwach, a biura podróży dowożą tam codziennie setki osób. Żeby dziś wycisnąć z tego kraju to, co najlepsze, trzeba mądrze wybierać konkretne miejsca i czasem uciekać do miejsc, które nie stały się jeszcze hitem na Instagramie.
Atrakcje Tajlandii – co warto zobaczyć?
Geograficznie kraj dzieli się na dwie główne części – górzystą północ oraz rajskie południe z setkami wysp. Większość z Was wyląduje w Bangkoku, który leży w centrum, a stąd do najlepszych plaż jest kawał drogi. Planując zwiedzanie, weźcie pod uwagę, że transport pociągiem lub autobusem zajmuje zazwyczaj cały dzień i będzie drogą przez mękę. Większość wybiera loty wewnętrzne na Phuket lub do Krabi.
Podczas podróży do Tajlandii warto zobaczyć mniej popularne, wyspiarskie lokalizacje, tak aby nie spędzić całego wyjazdu tylko na stałym lądzie w okolicach Phuket czy Ao Nang, gdzie kończy większość turystów. Prawdziwa Tajlandia zaczyna się kawałek dalej – na mniejszych wyspach jak Koh Kood czy Koh Ngai, do których trzeba dopłynąć łodzią i gdzie nie ma samochodów ani wielkich hoteli.
Nie próbujcie zobaczyć wszystkiego naraz i nie zmieniajcie lokalizacji codziennie. Pakowanie się, dojazd do portu i rejs zajmują mnóstwo czasu, którego szkoda na ciągłe bycie w drodze. Tajlandię najlepiej odwiedzić kilka razy, dzieląc ją na części – raz skupić się na Morzu Andamańskim, innym razem na Zatoce Tajlandzkiej, zwłaszcza że pogoda w tych regionach rzadko bywa idealna w tym samym czasie. Ten przewodnik po Tajlandii pomoże Wam poukładać logistykę tak, aby faktycznie odpocząć, a nie tylko odhaczać kolejne punkty na mapie.

- Stolica: Bangkok
- Kontynent: Azja
- Region: Azja Południowo-Wschodnia
- Język: tajski
- Waluta: baht tajski
- Ludność: 69,80 mln
- Powierzchnia: 513 120 km²
- Zasady wjazdu: paszport
Najlepszy okres na wyjazd

grudzień
Jak długo zostać?

14-21 dniWarto przejechać kolejny raz
Średni koszt dzienny

ok. 150 zł Wydatki standardowego turysty wraz z noclegiem
Ceny na miejscu
Pogoda
Ilość turystów
Bezpieczeństwo
Łatwość organizacji wyjazdu
Atrakcje Tajlandii
1. Bangkok

Miasto, które nigdy nie kładzie się spać, już po pierwszym wyjściu z kolejki lub taxi uderza mieszanką zapachów ulicznego jedzenia, wilgotnego powietrza i wszechobecnego dźwięku silników tuk-tuków. Bangkok to miejsce kontrastów, gdzie tuż obok nowoczesnych, szklanych biurowców stoją setki złotych świątyń, a luksusowe centra handlowe sąsiadują z tradycyjnymi targowiskami. To tutaj większość osób zaczyna swoją przygodę z Tajlandią i choć pierwsze zderzenie z tutejszym chaosem bywa intensywne, stolica potrafi zauroczyć oraz wciągnąć na kilkanaście dni. Część osób jednak, już po kilku minutach pobytu w Bangkoku, marzy o jak najszybszym przemieszczeniu się na tajskie wyspy.
Jeśli planujecie zwiedzanie, najlepiej rozłożyć je na kilka dni, by nie spędzić całego czasu w korkach. Bangkok najlepiej poznawać z różnych perspektyw: z poziomu rzeki, z dachów wieżowców i z wąskich alejek Chinatown. Miasto jest ogromne, ale dzięki sprawnej kolei nadziemnej BTS, metru MRT oraz łodziom, można się po nim poruszać całkiem sprawnie, omijając największe zatory na drogach.
Wielki Pałac Królewski i Świątynia Szmaragdowego Buddy

To kompleks z oszałamiającą ilością detali, złoceń i precyzyjnych mozaik, stanowiąc najważniejszy symbol tajskiej monarchii. Sercem tego miejsca jest Wat Phra Kaew, gdzie znajduje się niewielka, ale niezwykle czczona figura Szmaragdowego Buddy. Wybierając się tutaj, trzeba pamiętać o bardzo rygorystycznym dress codzie – zakryte ramiona i długie spodnie lub spódnice są obowiązkowe, a popularne „chusty” do przewiązania nie zawsze są akceptowane przez strażników. Najlepiej pojawić się tu tuż po otwarciu, by uniknąć największych tłumów i palącego słońca, które na otwartym dziedzińcu potrafi dać się we znaki.
Świątynie
Wat Saket (Złota Góra)

Aby spojrzeć na starą część Bangkoku z góry, trzeba pokonać ponad 300 stopni prowadzących na szczyt sztucznego wzgórza zwieńczonego złotą chedi. Podejście jest łagodne, a po drodze mijacie liczne dzwony i posągi. To jedno z niewielu miejsc w centrum, gdzie można poczuć odrobinę przestrzeni i spokoju, obserwując panoramę miasta bez barier w postaci szyb.
Wat Arun (Świątynia Świtu)

Ta charakterystyczna budowla pokryta kawałkami chińskiej porcelany stoi tuż nad brzegiem rzeki i najlepiej odwiedzić ją późnym popołudniem. Jej strome schody i detale robią wrażenie z bliska, ale prawdziwy spektakl zaczyna się, gdy słońce zaczyna chować się za horyzontem.
Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy)

Bezpośrednio po drugiej stronie rzeki znajduje się kompleks Wat Pho, znany z gigantycznego, 46-metrowego leżącego posągu Buddy pokrytego płatkami złota. Najlepszy plan to zwiedzanie Wat Arun po południu, przepłynięcie promem na drugą stronę rzeki za grosze, odwiedzenie Wat Pho, a po wyjściu ze świątyni znalezienie miejsca w jednej z knajpek przy nabrzeżu. Stamtąd, przy drinku lub kolacji, możecie obserwować, jak Wat Arun zostaje efektownie podświetlona na tle ciemniejącego nieba i zachodzącego słońca.
Rejs rzeką Menam

Rzeka Chao Phraya, znana też jako Menam, to główna arteria miasta. Wsiadając na łódź pasażerską możecie zobaczyć, jak nowoczesne hotele przeplatają się ze starymi, drewnianymi domami na palach. To dobry sposób na ominięcie korków, ale też jedna z najtańszych i najbardziej malowniczych form zwiedzania Bangkoku.
Chinatown

Gdy zapada zmrok, ulica Yaowarat zamienia się w jedno wielkie targowisko z jedzeniem, gdzie neony mieszają się z dymem z grilli i parą z ogromnych kotłów. To tutaj znajdziecie najbardziej ekscentryczne przysmaki i poczujecie chińską część Bangkoku (w Tajlandii mieszka ponad 6 milionów Chińczyków, głównie potomków imigrantów z Guangdong). Warto zapuścić się też w boczne uliczki, które za dnia są ciasnymi hurtowniami wszystkiego, od zabawek po chińskie herbaty, a wieczorem stają się przejściem do klimatycznych barów.
Targi i sklepy

Bangkok to raj dla fanów zakupów, niezależnie od budżetu. Mamy tu ogromny weekendowy targ Chatuchak, na którym można kupić absolutnie wszystko – od ubrań lokalnych projektantów po rękodzieło i przyprawy. Ale znajdziemy tu też nowoczesne galerie jak IconSiam czy Siam Paragon z luksusowymi butikami. Jeśli szukacie czegoś pomiędzy, MBK Center oferuje elektronikę i pamiątki w klimacie ogromnego, klimatyzowanego bazaru. W poszukiwaniu pamiątek (np. kosmetyków czy przekąsek) warto odwiedzić też jeden z marketów Big C.
Street food

Jedzenie na ulicy w Bangkoku to konieczność i najlepszy sposób na poznanie lokalnych smaków. Spotkamy tu pojedyncze wózki ze świeżo wyciskanymi sokami, zupami z makaronem, naleśnikami czy jajkami, ale też bardziej rozbudowane kuchnie, takie jak Jodd Fairs, gdzie za jedzeniem czeka się w kilkugodzinnej kolejce. Kolację najlepiej jeść natomiast na jednym z Night Marketów, gdzie mamy do wyboru dziesiąty stoisk. Nie bójcie nawet tych słabo wyglądających wózków, przy których ustawiają się kolejki miejscowych – to najlepsza rekomendacja jakości i świeżości produktów.
Rooftop bary i hotele z basenami na dachu

Spojrzenie na miasto z kilkudziesięciu metrów to obowiązkowy punkt programu, zwłaszcza gdy wieczorny wiatr przynosi ulgę po upalnym dniu. Warto zarezerwować chociaż dwie noce w hotelu z basenem na dachu (infinity pool) – widok na wieżowce podczas porannej kąpieli to wspaniałe doświadczenie. Wieczorem wybierzcie się do jednego z rooftop barów, by zobaczyć, jak tysiące świateł Bangkoku ciągną się aż po horyzont.
Targ kolejowy Mae Klong

To jedno z najbardziej specyficznych miejsc w okolicach stolicy, gdzie handel odbywa się na czynnych torach kolejowych. Kilka razy dziennie sprzedawcy w ekspresowym tempie składają swoje markizy i odsuwają towar, by przepuścić powoli jadący pociąg, po czym sekundy później wszystko wraca do normy.
2. Chiang Mai i Chiang Rai

Północ kraju pozwala odetchnąć po chaosie stolicy. Tu jest nieco chłodniej, bardziej zielono i górzyście. Chiang Mai to idealna baza wypadowa na wyprawę do dżungli, ale samo w sobie także oferuje piękne świątynie. Najlepiej zamieszkać tu w obrębie murów Starego Miasta (kwadrat otoczony fosą), dzięki czemu większość świątyń i knajpek odwiedzicie pieszo.
Zamiast przepłacać za prywatną taksówkę, złapcie na ulicy czerwonego songthaewa (pick-up z ławkami na pace). Kierowca zabierze Was krętą drogą na szczyt góry, skąd przy dobrej pogodzie widać całą okolicę. W niedzielne popołudnia główna ulica Starego Miasta zamienia się w ogromny Walking Street. Ruch samochodowy zamiera, a na asfalcie pojawiają się setki stoisk z rzemiosłem i jedzeniem. To najlepszy moment, żeby spróbować khao soi – gęstej zupy curry z kurczakiem i chrupiącym makaronem, która jest kulinarną wizytówką północy.

Trzy godziny jazdy na północ leży Chiang Rai, znane głównie z nietypowej architektury. Wat Rong Khun (Biała Świątynia) to prywatny projekt artystyczny, a nie starożytny zabytek. Budowla wygląda jak wyrzeźbiona w lodzie, a w środku, zamiast tradycyjnych scen z życia Buddy, zobaczycie murale z postaciami z popkultury, jak Neo z Matrixa, Harry Potter czy Hello Kitty. Nieco dalej znajdziecie Niebieską Świątynię (Wat Rong Suea Ten), która uderza intensywnością koloru oraz Baandam Museum – mroczną kolekcję drewnianych budowli wypełnionych skórami i kośćmi zwierząt.
3. Parki Narodowe
Tajlandia to nie tylko wyspy i świątynie, ale też gęsta, wilgotna dżungla, która pokrywa spore połacie kraju. Jeśli chcecie zobaczyć naturę z bliska, a nie tylko przez okno autobusu, musicie zejść z utartego szlaku plażowego. Dwa parki, Khao Sok na południu i Khao Yai w centrum, nadają się do tego idealnie, ale wymagają zaplanowania co najmniej dwóch noclegów. Wpadanie tu „na chwilę” mija się z celem, bo sama logistyka dotarcia do serca parku zajmuje sporo czasu.
Khao Sok
To tutaj znajduje się słynne jezioro Cheow Lan. Widok pionowych, wapiennych skał wyrastających prosto ze szmaragdowej wody robi wrażenie, ale najciekawszym doświadczeniem jest nocleg na samym jeziorze. Śpi się w domkach na tratwach – standard bywa różny, od prostych bambusowych chatek z materacem na podłodze, po te z klimatyzacją i prywatną łazienką.
W nocy panuje tu absolutna cisza, przerywana tylko odgłosami dżungli, a rano budzi Was mgła unosząca się nad wodą i nawoływania gibonów. Na jeziorze nie ma zasięgu, co zmusza do totalnego wyciszenia. Zwiedzanie odbywa się głównie z pokładu długiej łodzi, którą wpływa się w wąskie zatoczki i dopływa do jaskiń. W programie są też trekkingi po obrzeżach dżungli. Warto też zatrzymać się na jedną noc w lądowej części parku (w wiosce Khlong Sok), skąd startują piesze wycieczki do dżungli. Pamiętajcie tylko, że od wioski do portu nad jeziorem jest około godziny drogi busem.
Khao Yai

Jeśli chcecie zobaczyć dzikie słonie, to jest najlepszy adres w Tajlandii. Khao Yai leży stosunkowo blisko Bangkoku, ale panuje tu zupełnie inny klimat – jest chłodniej i bardziej rześko. Przez park biegną dobrej jakości asfaltowe drogi, więc zwiedzanie najlepiej odbyć wynajętym samochodem lub skuterem. Słonie często wychodzą na asfalt, zwłaszcza późnym popołudniem, blokując ruch.
Główną atrakcją, poza zwierzętami, jest wodospad Haew Narok. To potężna kaskada, do której prowadzą strome schody w dół. W porze deszczowej siła wody jest tak duża, że ciężko usłyszeć własne myśli. Ciekawostką jest też jaskinia nietoperzy znajdująca się tuż poza granicami parku. Codziennie o zachodzie słońca wylatują z niej miliony ssaków, tworząc na niebie falującą, czarną linię, która ciągnie się kilometrami.
4. Prowincja Trat
Dostanie się w ten rejon wymaga nieco więcej zachodu niż lot na Phuket czy Krabi, ale to na szczęście naturalny filtr odsiewający masową turystykę. Najszybszą, choć najdroższą opcją, jest lot z Bangkoku do Trat – trwa to zaledwie godzinę, ale ceny bywają wysokie ze względu na monopol krajowego przewoźnika. Opcja budżetowa to autobus lub minivan z jednego z dworców w Bangkoku. Podróż zajmuje około 5–6 godzin i kończy się na dworcu w Trat lub bezpośrednio przy porcie. Jeśli jedziecie w kilka osób, warto rozważyć prywatną taksówkę lub bus – koszt rozkłada się na pasażerów i przy 4 osobach wychodzą podobnie co zwykły autobus, a komfort i oszczędność czasu są spore. Z Laem Ngop wypływają promy na Koh Chang, a z Laem Sok (położonego nieco dalej) łodzie na Koh Mak i Koh Kood.
Koh Chang

Druga (nie licząc Phuket) co do wielkości wyspa Tajlandii jest górzysta, zielona i jako jedyna w tym rejonie dostępna dla samochodów (kursują tu duże promy z samochodami). Północna część zachodniego wybrzeża (White Sand Beach) jest mocno rozwinięta, pełna barów i hoteli, ale im dalej na południe, tym robi się luźniej i dziko. To idealne miejsce na wynajem skutera, choć drogi bywają tu bardzo strome i kręte. Warto dojechać na sam koniec drogi do wioski rybackiej Bang Bao, gdzie domy i restauracje stoją na palach wbitych w dno morskie, tworząc długi pomost wchodzący w zatokę.
Koh Mak

Leżąca pośrodku archipelagu Koh Mak to zupełne przeciwieństwo górzystej sąsiadki. Wyspa jest płaska, dzięki czemu idealnie nadaje się do zwiedzania na rowerze. Nie znajdziecie tu głośnych imprez ani sportów wodnych z użyciem silników (skutery wodne są zakazane). Krajobraz to głównie plantacje kauczukowców i kokosów, przerywane piaszczystymi plażami. To miejsce dla osób, które szukają ciszy, pustych plaż i klimatu małej, lokalnej społeczności, gdzie turysta wciąż jest gościem, a nie tylko klientem czy nawet intruzem.
Koh Kood
Mój osobisty faworyt w całej Tajlandii. Koh Kood to wyspa, która wciąż opiera się komercjalizacji – nie znajdziecie tu ani jednego 7-Eleven, co w tym kraju jest ewenementem. Znajdują się tu jednak pyszne knajpki i małe bary. Plaże, takie jak Bang Bao czy Klong Chao, mają wodę o kolorze, który zwykle ogląda się na przerobionych zdjęciach z Malediwów, ale tutaj tłem jest gęsta dżungla. Życie toczy się tu leniwie, drogi są puste, a najpopularniejszą atrakcją poza plażowaniem są kajaki i kąpiel w wodospadach ukrytych w głębi lądu. Jeśli szukacie miejsca na totalny reset w pięknych okolicznościach przyrody, to jest to najlepszy możliwy wybór.
5. Zatoka Tajlandzka
Sposób dotarcia na ten archipelag sprowadza się do wyboru między wygodą a portfelem. Najszybsza opcja to bezpośredni lot z Bangkoku na Koh Samui. Lotnisko wygląda jak tropikalny ogród, ale ceny biletów są wysokie ze względu na monopol linii Bangkok Airways. Jeśli wolicie zaoszczędzić kilkaset złotych, wybierzcie lot tanimi liniami (np. AirAsia, Nok Air) do miasta Surat Thani na stałym lądzie. Na lotnisku kupuje się bilet łączony: autokar dowozi Was do przystani Donsak, a stamtąd prom zabiera na wyspy. Cała operacja zajmuje pół dnia, ale jest o wiele łagodniejsza dla budżetu.
Koh Samui

Największa i najbardziej rozwinięta z całej trójki. Samui ma opinię wyspy komercyjnej, co w praktyce oznacza, że znajdziecie tu zarówno luksusowe resorty, jak i dzikie zakątki, jeśli tylko zjedziecie z głównej drogi. Warto odwiedzić Fisherman’s Village w Bophut – wieczorem ulica zamienia się w świetny targ z jedzeniem, ale w nieco bardziej eleganckim wydaniu niż typowy tajski street food. Jeśli szukacie najlepszej wody, celujcie w Silver Beach (Crystal Bay) – wielkie głazy w morzu przypominają nieco Seszele. Wieczorem życie skupia się na plaży Chaweng, choć dla wielu jest tam zbyt głośno i tłoczno.
Koh Phangan

Większość kojarzy ją tylko z Full Moon Party, ale to krzywdzący stereotyp. Słynna impreza odbywa się na jednym cyplu (Haad Rin), a reszta wyspy to mekka cyfrowych nomadów i fanów stylu boho. Zachodnie wybrzeże, zwłaszcza okolice Srithanu, to centrum wegańskich knajp i szkół jogi. Obowiązkowym punktem jest zachód słońca na Zen Beach – ludzie zbierają się tam codziennie, grają na bębnach i po prostu siedzą na piasku. Drogi na Phangan są stromymi rollercoasterami, więc jeśli nie czujecie się pewnie na skuterze, lepiej weźcie taksówkę-songthaewa. Dla szukających izolacji polecam Bottle Beach – dotarcie tam lądem to wyzwanie, najlepiej dopłynąć taksówką wodną.
Koh Tao

Najmniejsza, zwana „Wyspą Żółwia”, to światowe centrum nurkowania. Jest to jedno z najtańszych miejsc na świecie na zrobienie certyfikatu PADI, a baza noclegowa jest idealnie skrojona pod backpackerów. Jeśli nie nurkujecie z butlą, wypożyczcie maskę i rurkę – w zatoce Shark Bay można spotkać rekiniątka czarnopłetwe (niegroźne) i wielkie żółwie morskie dosłownie kilka metrów od brzegu. Na lądzie trzeba wejść na punkt widokowy John-Suwan, skąd widać dwie zatoki oddzielone palmowym lasem. Wieczory spędza się tu na plaży Sairee, oglądając pokazy ognia i pijąc zimne piwo w jednym z wielu barów bezpośrednio na piasku.
6. Prowincja Phang Nga
Przenosimy się na zachodnie wybrzeże, ale wciąż pozostajemy na stałym lądzie (przynajmniej na początku). Prowincja Phang Nga to region często traktowany po macoszemu przez osoby lądujące na Phuket, które spędzają tam cały czas lub od razu uciekają na wyspy. To błąd, bo właśnie tutaj znajdują się jedne z najbardziej spektakularnych formacji skalnych w kraju i punkty widokowe.
Khao Lak

Khao Lak to w rzeczywistości ciąg kilku wiosek ciągnących się wzdłuż wybrzeża, oddzielonych od reszty kraju pasmem górskim. To idealna baza wypadowa, jeśli szukacie spokoju, szerokich plaż i dobrego standardu hoteli w rozsądnej cenie. Nie ma tu głośnych klubów nocnych ani naganiaczy, jest za to świetnie rozwinięta infrastruktura dla osób, które chcą odpocząć, ale potrzebują cywilizacji. Będzie to bardzo dobre miejsce dla rodzin z dziećmi lub starszych osób.
Plaże są tu szerokie, piaszczyste i ciągną się kilometrami – nawet w szczycie sezonu łatwo znaleźć pusty fragment tylko dla siebie. Khao Lak jest też strategicznym punktem startowym na rejsy na Similany (jest stąd bliżej niż z Phuket) oraz do parku Khao Sok. Wieczorami życie skupia się na nocnym targu Bang Niang, gdzie zjecie świeże owoce morza i posłuchacie muzyki na żywo w jednym z wielu barów zbudowanych z kontenerów i bambusa.
Similany
Ten archipelag to definicja tropikalnego raju, ale z jednym dużym zastrzeżeniem – jest otwarty tylko w sezonie suchym (zazwyczaj od połowy października do połowy maja). Woda ma tu kolor, który wygląda na nienaturalnie podkręcony, a plaże usiane są charakterystycznymi, gładkimi głazami granitowymi (słynny Donald Duck Rock). Pod wodą dzieje się równie dużo, widoczność sięga kilkudziesięciu metrów, a żółwie morskie są tu stałymi bywalcami.
Musisz jednak wiedzieć, że na Similany nie można już (poza małymi wyjątkami) przypłynąć na własną rękę i zostać na noc. To destynacja typowo pod jednodniowe wycieczki speedboatem. Aby uniknąć tłoku, warto poszukać operatora, który wypływa z portu wczesnym rankiem, zanim dotrą tu największe grupy z Phuket. Mimo tłumów dla tego koloru wody warto się przemęczyć.
Wyspa Jamesa Bonda i Koh Panyi
Słynna skała Ko Tapu, znana z filmu o agencie 007, to miejsce, które padło ofiarą własnej popularności. Większość wycieczek z Phuket i Krabi dociera tu koło południa, zamieniając zatokę w parking dla głośnych motorówek. Jest jednak sposób, by mieć to miejsce prawie na wyłączność. Zamiast wykupować zorganizowaną wycieczkę, pojedźcie samochodem lub skuterem do małych, lokalnych przystani w głębi zatoki (np. w okolicy Khlong Khian).
Tam bez problemu znajdziecie lokalnego rybaka z łodzią long-tail. Często działają przez WhatsAppa lub po prostu czekają w małych kanałach (ja korzystałem z usług w tym miejscu). Umówcie się na wypłynięcie o wschodzie słońca. Dzięki temu dopłyniecie pod słynną skałę, gdy nikogo tam jeszcze nie będzie. My mieliśmy całą wyspę dla siebie, mijając tylko jedną osobę, a gdy wracaliśmy, widzieliśmy nadciągające grupy turystów. W drodze powrotnej zahaczcie o Koh Panyi – wioskę na palach zamieszkałą przez społeczność muzułmańską. O poranku, zanim zjadą się wycieczki na lunch, toczy się tam normalne życie, dzieci płyną do szkoły, a rybacy naprawiają sieci.
Samet Nangshe
Jeśli widzieliście w internecie zdjęcie zatoki Phang Nga z setkami wapiennych wysp tonących we mgle lub złocie wschodu słońca – to zrobiono je właśnie tutaj. To jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w całej Tajlandii. Można tu wpaść na chwilę, ale zdecydowanie lepiej zostać na noc. Polecam Sametnangshe Boutique – hotel oferuje noclegi w różnych standardach, ale najważniejszy jest fakt, że budzicie się z tym widokiem tuż za oknem. Spędziłem tam dwie noce i każda pobudka była wspaniała.
Jeśli nie planujecie noclegu, koniecznie wjedźcie na górę chociaż na kawę lub obiad. Restauracja Thamkeaw oraz kawiarnia Bay View Cafe (należące do hotelu) są dostępne dla gości z zewnątrz. Siedzenie z napojem i patrzenie na ten nierealny krajobraz to wspaniałe doświadczenie. Na górę wjeżdża się stromym podjazdem specjalnym autem terenowym obsługi (płatne na dole), własny pojazd zostawiacie na parkingu.
Koh Yao Noi i Koh Yao Yai
Te dwie wyspy leżą tylko godzinę drogi łodzią od zatłoczonego Phuket i Krabi, a są oazami spokoju. Koh Yao Yai jest większa, bardziej dzika i porośnięta plantacjami kauczukowców. Jej wizytówką jest plaża Laem Had – piaszczysty sandbar, która podczas odpływu wcina się głęboko w morze, tworząc „smoczy grzbiet”. Woda jest tu płytka i spokojna, a okoliczne knajpki to często drewniane stoły ustawione bezpośrednio na piasku, gdzie można siedzieć godzinami przy jednym kokosie i nikt was nie pogania.
Koh Yao Noi jest nieco mniejsza, ale paradoksalnie ma trochę więcej bazy noclegowej, w tym luksusowe resorty ukryte w dżungli. Obie wyspy są idealne na skuter – ruch jest minimalny, drogi prowadzą przez tunele z drzew, a po polach spacerują bawoły. To najlepszy wybór, jeśli chcecie uciec od zgiełku, ale nadal mieć widok na charakterystyczne wapienne skały na horyzoncie.
7. Prowincja Krabi
Jedna z najpopularniejszych części Tajlandii. Krabi to nazwa całej prowincji, a nie jednego miasta. Wielu turystów wpada w pułapkę, rezerwując nocleg w Krabi Town, myśląc, że będą nad morzem. Tymczasem to miasto administracyjne, betonowe i oddalone od plaż o kilkanaście kilometrów. Jeśli chcecie zobaczyć słynne wapienne klify i plaże celujcie w wybrzeże lub wyspy.
Ao Nang i Railay Beach

To właśnie miasteczko Ao Nang jest często błędnie nazywane Krabi. To główny węzeł przesiadkowy regionu i miejsce, które w ostatnich latach zmieniło się nie do poznania. Jeśli byliście tu dekadę temu, przeżyjecie szok. Dziś to tętniący życiem, głośny kurort, do którego masowo wysyłają klientów biura podróży. Główna ulica to niekończący się ciąg sklepów z pamiątkami, salonów masażu i indyjskich naganiaczy. Traktujcie to miejsce czysto strategicznie – jest tu blisko z lotniska, więc warto zostać na jedną noc po przylocie, żeby złapać oddech, albo potraktować jako bazę wypadową na wycieczki łodzią, jeśli nie przeszkadza wam tłum. Jeśli szukacie spokoju, ale chcecie zostać w tej okolicy, wybierzcie oddalone o kilkanaście minut Klong Muang. Tam plaże są puste, a hotele nastawione na ciszę, a nie imprezę.
Zupełnie inny klimat ma sąsiednie Railay. Choć technicznie jest połączone z lądem, wysokie klify odcinają je od reszty prowincji, więc dostaniecie się tam tylko łodzią, a dokładnie long-tailem z głównej plaży w Ao Nang. To mekka wspinaczy skałkowych i osób szukających luzu. Railay dzieli się na zachodnią część (piaszczysta plaża, zachody słońca) i wschodnią (namorzyny, błoto, tańsze noclegi). Największą atrakcją jest tu plaża Phra Nang z jaskinią wypełnioną drewnianymi symbolami fallicznymi, składanymi przez rybaków w ofierze duchowi księżniczki. Warto tu zostać na noc, bo gdy ostatnie łodzie z kilkugodzinnymi turystami odpływają, półwysep odzyskuje swój specyficzny, wyspiarski rytm.
Hong Island, Koh Lao Lading, Koh Phakbia

Z Ao Nang lub Klong Muang najłatwiej wybrać się na tzw. Hong Island Tour – to bardzo popularna całodniowa trasa z pięknymi wysepkami (bez możliwości noclegu). Główna wyspa, Koh Hong, słynie z laguny ukrytej wewnątrz wyspy – wpływa się do niej wąskim przesmykiem między skałami, co przy niskim stanie wody odsłania płytkie, turkusowe dno oraz punktu widokowego. Koh Lao Lading to z kolei mała zatoczka otoczona dżunglą, często nazywana Paradise Island, choć w szczycie sezonu o raj trudno, gdy przy brzegu cumuje kilkadziesiąt łodzi. Mimo tłoku, formacje skalne wyrastające pionowo z wody robią tu ogromne wrażenie i warto to zobaczyć, najlepiej wynajmując prywatną łódź i ruszając wcześnie rano przed zorganizowanymi grupami.
Koh Phi Phi
Phi Phi to legenda, która stała się ofiarą własnego sukcesu. Centrum wyspy (okolice portu Tonsai) to turystyczny kocioł – głośna muzyka, fast foody, tatuaże i imprezy do rana. Jeśli szukacie spokoju, uciekajcie z tej części wysepki. Wystarczy 15-20 minut spaceru ścieżką przez dżunglę lub krótki rejs taksówką wodną, by dotrzeć na Long Beach albo na wschodnie i północne wybrzeże, gdzie panuje zupełnie inna atmosfera. Tam wciąż można znaleźć ciszę i puste fragmenty piasku.
Będąc na Phi Phi, obowiązkowo trzeba wejść na punkty widokowe (Viewpoint 1, 2 i 3). Z góry widać charakterystyczny kształt wyspy przypominający hantle – dwa pasy lądu spinające wapienne skały. W okolicy koniecznie trzeba wykupić rejs na sąsiednią, niezamieszkałą Phi Phi Leh. To tam znajduje się słynna Maya Bay (zamknięta przez lata dla regeneracji rafy, teraz otwarta z limitami) oraz Pileh Lagoon – naturalny basen z niesamowicie przejrzystą wodą, otoczony klifami, gdzie łodzie zatrzymują się na skoki do wody.
Świątynia Tiger Cave

To wyzwanie dla kondycji, a nie typowe zwiedzanie. Świątynia sama w sobie znajduje się na dole, ale główną atrakcją jest wejście na szczyt krasowej wieży, gdzie siedzi wielki złoty Budda. Do pokonania jest 1237 stopni – niektóre są małe, inne wysokie na pół łydki. Wspinaczka w tajskim upale wyciska siódme poty, więc zabierzcie dużo wody i ruszcie wcześnie rano lub późnym popołudniem. Uważajcie na małpy na niższych partiach schodów – są agresywne, kradną okulary i jedzenie. Widok ze szczytu na morze plantacji palm olejowych i wapienne ostańce wynagradza jednak każdy krok.
Dragon Crest
Jeśli wspinaczka po schodach to za mało, wybierzcie się na Dragon Crest. To pełnoprawny trekking przez dżunglę (około 2 godziny w jedną stronę), który prowadzi na jeden z najbardziej spektakularnych punktów widokowych w kraju. Szlak jest dobrze oznaczony, momentami stromy, ale technicznie łatwy. Na szczycie czeka słynna skała wystająca nad przepaścią, na której wszyscy robią sobie zdjęcia (wygląda to groźnie, ale jest w miarę bezpiecznie). Z góry widać całą zatokę Phang Nga i wybrzeże Krabi jak na dłoni.
8. Morze Andamańskie
Morze Andamańskie łączy się z Zatoką Bengalską i Oceanem Indyjskim. Oczywiście na nim leżą wspomniane wcześniej popularne miejsca, jak Koh Phi Phi czy Koh Yao Yai. Ale teraz pokażę Wam wyspy oddalone od turystycznego hałasu, często nazywane Wyspami Trang.
Najczęściej dopływa się tu promami lub speedboatami z Koh Lanta lub z portów na stałym lądzie. Głównym portem dla Koh Lipe jest Pak Bara, natomiast dla pozostałych wysp (Ngai, Muk, Kradan) są to zazwyczaj przystanie Pak Meng oraz Khuan Tung.
Kog Ngai
To definicja odcięcia od świata. Na tej wyspie nie ma dróg, nie ma samochodów, nie ma wiosek ani lokalnego życia. Jest tylko wąski pas plaży, dżungla za plecami i kilka resortów i miejsc noclegowych ciągnących się wzdłuż brzegu. To miejsce, gdzie pojęcie „święty spokój” można wprowadzić w praktyce.
Doświadczenie zaczyna się już przy dopłynięciu. Płynąc tu na własną rękę nie korzysta się z głównego pomostu, ale z mniejszych łodzi. Sam płynąłem tu long-tailem, który przy okazji służył jako transport zaopatrzenia dla wyspy. Łódź dobiła bezpośrednio do plaży, dosłownie pod drzwi mojego domku. Wysiada się prosto do wody, walizkę stawia na piasku i jest się u siebie. Dni mijają tu na patrzeniu w morze i masażach w drewnianych wiatach na plaży, gdzie jedynym dźwiękiem jest szum fal. Jeśli szukacie imprez – to nie ten adres. Jeśli szukacie resetu totalnego – trafiliście idealnie.
Koh Kradan
Leżąca niemal naprzeciwko Koh Ngai, Kradan często wygrywa w rankingach na najpiękniejszą plażę świata i choć takie tytuły bywają przesadzone, tutaj woda naprawdę jest krystaliczna. Jest tu bardzo płytko przez kilkaset metrów od brzegu, co sprawia, że woda mieni się jaskrawym turkusem, a rafę koralową można oglądać, po prostu wkładając głowę pod wodę, bez konieczności wypływania na głębię. Minusem Kradan jest jej popularność wśród wycieczek jednodniowych – w godzinach 11:00–14:00 bywa tu tłoczno, ale poranki i wieczory, gdy zostają tylko goście nielicznych hoteli, są fenomenalne.
Koh Muk
W przeciwieństwie do „hotelowych” Ngai i Kradan, Koh Muk to prawdziwa wyspa z życiem. Znajdziecie tu rybacką wioskę, szkołę, do której rano maszerują dzieciaki i normalną codzienność, która nie jest pudrowana pod turystów. Ma to swój specyficzny urok, ale też ciemniejsze strony – w wiosce czasem czuć zapach palonych śmieci, a plaże przy domach rybaków nie są tak nieskazitelne.
Wyspa ma dwa oblicza – cypel Sivalai (gdzie znajduje się droższy resort na piaszczystej plaży) oraz surową, lokalną część w głębi lądu. Największą atrakcją, która przyciąga tu tłumy, jest Szmaragdowa Jaskinia (Emerald Cave). Aby dostać się do ukrytej wewnątrz skał laguny z plażą, trzeba przepłynąć wpław około 80 metrów przez ciemny tunel (często z latarką czołową). Wrażenie, gdy wypływa się z ciemności prosto do studni otoczonej pionowymi ścianami zarośniętymi dżunglą, jest niesamowite.
Koh Lipe

Najdalej wysunięta na południe, tuż przy granicy z Malezją (blisko stąd na Langkawi). Lipe jest przepiękna, ma biały jak mąka piasek i wodę o niesamowitym kolorze, ale musicie wiedzieć, że to nie jest już dzika wyspa. W ostatnich latach stała się bardzo popularna. Jest tu głośno, jest Walking Street z barami, sklepami i salonami tatuażu, a w szczycie sezonu na głównej plaży (Pattaya Beach) łódź stoi przy łodzi.
Mimo tłumów Lipe ma w sobie dużo uroku. Wystarczy pójść na Sunrise Beach o świcie lub Sunset Beach wieczorem, żeby złapać trochę oddechu. To świetne miejsce, jeśli lubicie, gdy wieczorem „coś się dzieje”, macie duży wybór restauracji i nie przeszkadza wam towarzystwo innych podróżników. To też najlepsza baza wypadowa na nurkowanie w Parku Narodowym Tarutao.
9. Island Hopping łodziami long-tail
Być w Tajlandii i nie popłynąć tradycyjną łodzią z długim wałem napędowym (long-tail), to jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla. To najpopularniejszy sposób przemieszczania się między wysepkami. Na dziobie zawsze zawiązane są kolorowe szarfy, które mają zapewniać pomyślność i bezpieczną podróż.
Najlepsza rada, jaką mogę Wam dać – zamiast kupować gotowe wycieczki w biurach podróży, gdzie zostaniecie upchnięci na łodzi z 20 innymi osobami, idźcie prosto do portu lub na plażę i wynajmijcie łódź na wyłączność. Koszt przy 2-4 osobach jest tylko nieznacznie wyższy, a zyskujecie wolność. Możecie wypłynąć o 7 rano, zanim ruszą tłumy, zostać na plaży tyle, ile chcecie i ominąć miejsca, które Was nie interesują.
10. Kuchnia tajska
Jedzenie to religia Tajów. Podstawowa zasada – nie bójcie się street foodu. Często najlepsze jedzenie serwowane jest z wózka na chodniku lub w miejscach z plastikowymi krzesłami, gdzie jedzą miejscowi. Jeśli widzicie kolejkę lokalsów i duży ruch, możecie być pewni, że jedzenie jest świeże.
Tajskie smaki to balans między czterema żywiołami: ostrym, kwaśnym, słodkim i słonym. Oprócz klasycznego Pad Thaia (który jest pyszny, ale Tajlandia ma do zaoferowania znacznie więcej), spróbujcie Som Tum (ostra sałatka z zielonej papai), Tom Yum Kung (kwaśno-ostra zupa z krewetkami) czy Massaman Curry (łagodne curry z ziemniakami i orzeszkami). A na deser obowiązkowo Mango Sticky Rice – kleisty ryż w mleku kokosowym ze świeżym mango. To uzależnia.
Będąc na wybrzeżu, koniecznie rzućcie się na owoce morza. Ceny są bardzo niskie w porównaniu do Europy – za równowartość polskiego obiadu domowego możecie mieć stół zastawiony krabami, krewetkami tygrysimi czy kałamarnicami z grilla. Szukajcie dań z sosem z tamaryndowca – ten słodko-kwaśny smak idealnie pasuje do ryb i skorupiaków. Do tego świeże owoce, które smakują zupełnie inaczej niż te z marketu w Polsce – małe, słodkie ananasy, mangostany czy smoczy owoc. To jedna z tych rzeczy, za którymi tęskni się najbardziej po powrocie.
11. Szkoły gotowania
Świetnym pomysłem na pamiątkę z podróży, która zostanie z wami na dłużej niż magnes na lodówkę, jest kurs gotowania. Najwięcej szkół znajdziecie w Chiang Mai i Bangkoku. Półdniowe warsztaty zazwyczaj zaczynają się od wizyty na lokalnym targu, gdzie instruktor pokazuje, jak wybierać składniki, czym różnią się rodzaje bazylii czy imbiru (galangal). Potem wracacie do szkoły i przy własnym stanowisku przygotowujecie 3-7 dań (w zależności od wykupionego pakiet), które w trakcie lub na końcu wspólnie zjadacie.
12. Muay Thai

Tajski boks to sport narodowy i element dziedzictwa kulturowego. Nawet jeśli nie jesteście fanami sztuk walki, warto zobaczyć to na żywo ze względu na atmosferę. Przed każdą walką zawodnicy wykonują rytualny taniec Wai Kru, by oddać szacunek nauczycielom. W Bangkoku najlepsze walki (na serio, a nie pod turystów) odbywają się na stadionach Rajadamnern lub Lumpinee. Na wyspach często organizowane są mniejsze gale, które mają bardziej rozrywkowy charakter. A jeśli chcecie spróbować swoich sił, w całej Tajlandii pełno jest gymów oferujących treningi dla początkujących – to morderczy wysiłek w tropikalnym upale, ale satysfakcja jest gwarantowana.







